Photo by Felix Mittermeier: Pexels

 

Niedziela, 24 marca
NIEDZIELA PALMOWA – ROK B
Mk 11, 1-10

Jesteśmy dziś u bram Jerozolimy i zbliżamy się do kresu wielkopostnej podróży, która zakończy się w czwartek Triduum Paschalnym. W dzisiejszym Słowie Jezus nie mówi nam, kiedy nadejdzie Królestwo Boże, lecz ukazuje nam, w jaki sposób to nastąpi: Król przybędzie na osiołku. To niesamowite, że Bóg, aby przekazać nam swoje przesłanie, wybiera najprostsze stworzenia. Jedyne, o co nas prosi, to odwiązanie osiołka… To wszystko, czego potrzebuje! Co symbolizuje to oślę? I na czym może polegać pokorna służba każdego z nas, która przybliży naszych braci, siostry i całą planetę do szczęścia? Dziś widzimy, jak Król wjeżdża do Jerozolimy.

Jezus nie mówi nam, kiedy przyjdzie ponownie. Pokazując nam sposób swojego przyjścia, który wprawia nas w osłupienie i obala nasze wyobrażenia o Bogu, uczy nas czegoś bardzo ważnego: za każdym razem, gdy pozwalamy Królowi wejść tak, jak dzisiaj, Królestwo Boże jest pośród nas. To od nas zależy, czy je przyjmiemy. Oto wypełnia się proroctwo; rozpoczyna się pierwszy z sześciu dni, które Jezus spędzi w Jerozolimie, czas nowego stworzenia. Proroctwo wypełnia się poprzez postać osiołka. Jest to jedyny raz w całej Ewangelii Marka, kiedy czytamy: „idźcie, a znajdziecie”, a kilka słów później: „poszli i znaleźli”. Co to oznacza dla naszego codziennego życia? Fakt, że proroctwo już się wypełniło, wskazuje nam, że odnosi się ono naszej codzienności. Dlatego też, gdy skoncentrujemy naszą uwagę na kontemplacji, będziemy w stanie dostrzec Królestwo Boże.

Nasz problem polega na tym, że prawie zawsze oczekujemy Króla przyjeżdżającego na koniu, w rydwanach, z efektami specjalnymi i jesteśmy rozczarowani, gdy przybywa na zwykłym osiołku. Oczekujemy od Boga o wiele więcej. Nadal z trudnością akceptujemy Jego milczący chrzest w rzece Jordan czy cichą obecność pośród zranionych ludzi. On jest Bogiem, który służy, chociaż my nadal oczekujemy Boga dominującego i osądzającego.

Znajdujemy się w pobliżu „Betfage i Betanii na Górze Oliwnej”, u bram Jerozolimy. Te dwa miejsca oczyszczenia przed wejściem do miasta przybliżają nas do wołania ziemi i krzyku ubogich. Betfage, po aramejsku בית פגי, dosłownie oznacza „dom jałowych fig” i odnosi się do ludu Bożego, który nie wydaje owoców. Pod drzewem figowym tego Wielkiego Postu doświadczamy Bożego miłosierdzia. Góra Oliwna znajduje się na wschodzie, w kierunku Pięknej Bramy, przez którą Mesjasz miał później triumfalnie wjechać do Jerozolimy. Możemy doznać oczyszczenia, jeśli pójdziemy w kierunku świętego miasta, biorąc ze sobą nasze ograniczenia, krzyk ziemi i ubogich, świadomi jałowości naszych działań i kruchości planety. Właśnie  w tym właśnie miejscu możemy spotkać Króla. On przekracza naszą marność i ubóstwo, aby, pomimo naszych ograniczeń, przywrócić nam godność poprzez własny krzyż.

Na tę misję Jezus „posłał dwóch spośród swoich uczniów”. Nie wiemy których, ale wiemy na pewno, że wysyłani są zawsze w dwie osoby. Jest pewna konsekwencja w wysyłaniu uczniów po dwóch, „do wsi, która jest przed wami”. Tak jak nie wiemy, którzy uczniowie zostali wysłani, tak nie wiemy dokładnie, do której wioski mieli iść. Może się to wydawać dziwne, ponieważ scena wyraźnie rozgrywa się w Betfage na Górze Oliwnej, ale być może określenie „wioska przed wami” mówi nam, żebyśmy zawsze patrzyli w kierunku miejsca misji, do którego posyła nas Bóg. Następnie pojawia się proroctwo: „znajdziecie oślę uwiązane, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział”. Jest to osiołek, który żyje powołaniem pokornej służby, znakiem łagodności od czasu proroctwa Zachariasza. Użycie osła jako obrazu Boga wydaje się niemal obraźliwe i bluźniercze, podobnie jak dziwi obraz ptaka przywołany w lamencie nad Jeruzalem. Nie chodzi o szlachetnego orła szybującego w przestworzach, ale kurę: „Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście”. Nie silny koń ciągnący rydwany wojenne, ale pokorny osioł bierze na siebie wszystkie grzechy świata.

Osiołek, bohater tej historii, ma dwie cechy charakterystyczne. Po pierwsze, jest na uwięzi, nie jest wolny. Kto wie, jak długo był przywiązany, chociaż Bóg stworzył nas wszystkich do wolności? Grzech krępuje stworzenia, a nasz strach jest zwierciadłem naszego oddalenia od Boga, więc nawet jeśli jesteśmy blisko (ta wioska jest „przed nami”), zawsze istnieje dystans, który trzeba pokonać. Ta odległość jest uprzężą, która sprawia, że się boimy. Teraz otrzymujemy polecenie: odwiąż tego osiołka. Niech to uwolni w nas obraz Boga, który przychodzi, aby służyć, obraz, który odnajdujemy w naszym codziennym życiu. Każdy z nas, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ma w sobie to powołanie do służby, nawet jeśli trochę się wstydzimy i nie chcemy wsiąść na tego osiołka.

„Gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem”. To jedyny raz, kiedy Jezus nazywa siebie Panem w całej Ewangelii. Mówi nam, że jest Mistrzem, ponieważ tego potrzebuje. Dlaczego? Aby uwolnić miłość i zdolność do służby. Aby wyzwolić pokorę i cichość, oraz wielką godność posłuszeństwa. Dwaj uczniowie przyprowadzają oślę do Jezusa.  Kto wie, jak wyglądała wymiana spojrzeń między osiołkiem a Jezusem. Wszystkim nam znane jest słodkie spojrzenie osła, tak posłuszne i pomocne. Kojarzymy go z naszymi dziadkami, z pracą w polu, mamy z tym dobre skojarzenia. Mogę sobie tylko wyobrazić słodycz tej wymiany spojrzeń!

Uczniowie kładą na osiołku swoje płaszcze, będące w Torze znakiem czegoś niezbędnego, a nawet kwestią życia i śmierci. Każdy musiał mieć swój płaszcz na noc (nawet jeśli był tylko wypożyczony i trzeba go było później zwrócić), ponieważ istniało ryzyko zamarznięcia na śmierć podczas snu. To tak, jakby wszystkie nasze zabezpieczenia musiały być powierzone temu małemu osiołkowi, potulnemu znakowi Bożej służby i miłości. Jezus siedzi na tych płaszczach, a osiołek staje się tronem Króla, na którym wjeżdża On do Jerozolimy. Na zboczu Góry Oliwnej, cały świat stworzony, wraz ze swoimi wzniesieniami i zejściami, wyznacza nasze codzienne życie oraz miejsca naszej modlitwy i dialogu z Bogiem. Wielki tłum wielbi Jezusa. Wydaje się, że słyszymy oryginalne „Laudato Si” śpiewane przez tłum pełen uczniów i mamy poczucie wielkiego sukcesu: nieskrępowana miłość niesie ze sobą tłumy radosnych ludzi. 

„Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!” jest pieśnią pochwalną ziemi obiecanej, ostatnią pieśnią exodusu. Oto niebiański pokój, pokój dla całego Stworzenia, który przyjdzie, gdy uwolnimy pokorą Bożą miłość i ugasimy pragnienie Ziemi pragnącej Boga! Ziemia potrzebuje pokornej miłości, a Jezus nie wstydzi się śpiewów Hosanna, raduje się z okrzyków i z mesjańskiego wjazdu do Jerozolimy. Wielu z nas byłoby zszokowanych; wciąż jesteśmy zbyt przywiązani do idei potężnego Boga, Boga na rumaku, Boga sprawiedliwości.

W licznych fragmentach pism franciszkańskich znajdziemy wiele odniesień do pokory (być może najbardziej ukochanej „oblubienicy” św. Franciszka), która przypomina nam, że: „Błogosławiony sługa, który, gdy jest chwalony i wysławiany, nie uważa się za lepszego niż wtedy, gdy jest traktowany jako człowiek nic nie znaczący, prosty i godny pogardy. Bo ile człowiek jest wart przed Bogiem, tyle jest wart w rzeczywistości, nic więcej. Biada zakonnikowi, który powołany przez braci na wysoki urząd, odmawia ustąpienia z własnej woli. Szczęśliwy sługa, który powołany wbrew sobie na wysoki urząd, nie ma innej ambicji, jak służyć innym i zniżyć się pod ich stopy” (FF 169). Dziękujmy Panu za dar Jego pokory, która uczy nas jak być prawdziwym darem dla naszych braci i sióstr. Módlmy się, aby rozpoczynający się dziś Wielki Tydzień ukazał nam pokorne oblicze Bożej miłości i uzdolnił nas do życia nią na co dzień.

Życzymy pięknej Niedzieli Palmowej i owocnego Wielkiego Tygodnia.

Laudato si’!